Czytam teraz "Między aktami" Woolf i... czytam kilkakrotnie te same fragmenty, na głos, po cichu, poruszając się ślimaczym tempem po lekturze... Ale czy można inaczej? Spróbujcie:
"Po śniadaniu piastunki przetaczały wózek tam i z powrotem po tarasie; a przetaczając, gadały - nie formowały zlepków informacji i nie wymieniały myśli, tylko, jak cukierki na języku, obracały słowa, które robiły się coraz cieńsze, aż w końcu były już całkiem przezroczyste i wydawały z siebie róż, zieleń i słodycz".
Tego dnia słodycz była taka...
Moja babcia wspominała, jaka jeszcze niedawno byłam maleńka i miała łzy w oczach... a kiedy rzuciłam się jej na szyję i pocałowałam w miękki policzek machnęła ręką i odgoniła mnie jak natrętną muchę... ;)
A dzisiaj przypomniało mi się, jak dwa?, trzy? lata temu w moim małym pokoju w słynnym akademiku na Pomorskiej Sasza wygłosił bardzo długi (zgodnie z białoruskim zwyczajem) i zakończony żartobliwą puentą toast, po którym wódka smakowała tak dobrze jak nigdy wcześniej i od tamtej pory:)
Wieczorem idę do wałbrzyskiego teatru na mam nadzieję niezłą sztukę o obiecującym tytule "Diamenty to węgiel, który wziął się do roboty"... Czyż nie brzmi to pragmatycznie? :) Dzisiaj wszystko ma wydźwięk życzenia... specjalnie dla mnie :)
Myślę, że powoli osiągam taki wiek, w którym człowiek powinien być przynajmniej bardziej skoncentrowany... Znowu będę się starać;) ["Byłaby z niej, pomyślał, taka bystra kobieta, gdyby tylko potrafiła się skoncentrować"]
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Iwanku, czekam az w koncu napieszesz cos jeszcze :)
OdpowiedzUsuń